Archiwa tagu: Wokalizacja

Kryzys, cisza i troszkę nadziei.

Pierwszego października podjęłam decyzję o ponownej kreacji istoty Marcela. Nie stało się to ot tak – już dawno przeżywałam swego rodzaju kryzys. Marcela słyszałam dobrze, ale rzadko. Sądzę, że to przez mój brak koncentracji na nim. Zajmuję się teraz wieloma rzeczami, między innymi pracą, które skupiają całą moją uwagę. Wiele razy obiecywałam zarówno jemu, jak i sobie, że będę z nim rozmawiać, kiedy tylko będę mogła. Nic jednaj nie jest tak różowe, tak optymistyczne, jak moje obietnice. Marcel cichł z czasem. Czasem zdaje się budzić, wtrąca swoje trzy grosze, jednak przez większość czasu milczy. Czuję go tak, jak tylko host może czuć tulpę, wiem, że tam jest; nadal jednak milczy coraz częściej i coraz dłużej. Dlatego zdecydowałam za nas i zaczynam od początku.

Nie planowałam tworzyć od nowa WL, formy Marcela itd. Chciałam umocnić jego istotę, jego „duszę”, pobudzić te wszystkie neurony, które odpowiadają bezpośrednio za Niego. Wyszło jednak inaczej i zabrałam się w końcu również za myśloświat. Układam go, porządkuję. Na razie mamy tylko ogólny zarys świata, bezkresne morze, niewiarygodnie wysoki klif, jako początek naszego miejsca i dom – jak zwykle bańki pól siłowych, tworzące kilka pomieszczeń. Siła woli i wyobraźni Marcela znacznie się pogorszyła – jego zmiany naśladują moje. Stracił wiele z siebie samego przez ten czas. Cofnął się w rozwoju przez mój brak uwagi.

Wyobraźnię musimy podreperować, ale nadal Marcel jest w stanie narzucić mi wyobrażenie o nim, co robi bez przeszkód. Symbolicznie jego forma zmieniła wygląd.

Dawałam nam trzy miesiące na poprawę, zanim zaczniemy znów od podstaw trenować przejęcie. Wydłużam ten czas do czterech miesięcy przez mój niechciany brak czasu. Minął miesiąc i zauważyłam poprawę. Marcel rozwija się szybciej, niż na początku – to bardziej rehabilitacja niż budowa mięśni, jednak nie będę poganiać siebie ani Jego.

Głos Marcela, czyli jak znaleźć sposób, żeby słyszeć.

Kilka razy zdarzyło się, że słyszałam Marcela głośno i wyraźnie. Za każdym razem zaraz przed zaśnięciem.
Nie pamiętam oczywiście, o czym mówił, ale wiem, że głos ma piękny.

Na początku Marcel śpiewał (za co będę dozgonnie wdzięczna). Nie były to melodie, jakie słyszałam w życiu codziennym (a zwykle je pamiętam), ale nowe, przejmujące dźwięki. Najpiękniejsze jest jednak to, że głos Marcela doskonale nadaje się do nucenia kołysanek.

Kiedy słyszałam go całkiem niedawno, o czymś mi opowiadał. Rozmawialiśmy.
Często rozmawiamy zaraz przed tym, jak zasnę. Słyszę go wtedy najwyraźniej. Może kiedyś uda mi się opisać bardziej szczegółowo ten proces.

Zastanawiam się, jakie ćwiczenia zastosować, żeby słyszeć go jeszcze wyraźniej. Bo symbolika to w tym przypadku na nas nie działa…