Archiwa tagu: Myśloświat

Wonderlandowe rysowanie!

Narysowałam nasz myśloświat, jako że trochę mi się nudziło. Z pewnością nie wygląda na rysunek kogoś, kto potrafi rysować, ale się nie zrażam.
A teraz, skoro nadal mi się nudzi, idę narysować Kodamę, naszego wymyślonego pupila.

FullSizeRender

Kodama gotowy!
Na razie wena mi się skończyła. A może pomysły.
FullSizeRender(1)

NPC, podział terenów i wioska

Witajcie. Chciałbym opowiedzieć o podziale terenów w naszym Mysloświecie, wiosce Hipnanog oraz o tym, kim są dla nas (a zwłaszcza dla mnie) NPC.
Zaczynajmy więc.

Myśloświat dzieli się na nasz teren – WL, oraz na Wioskę. Wioska, jak już kiedyś wspominałem, otoczona jest załamaniem czasowym, które powoduje śmierć opuszczających wioskę NPC. Wiem, że to bestialskie, ale oni nie są gotowi na to, żeby bez określonego zajęcia plątać się po reszcie świata. Zabijają się, krzywdzą, kłócą, kochają i rozmnażają jak króliki. Dzięki temu, że ich liczba stoi na jednym poziomie jestem w stanie ich kontrolować, jednak gdyby nie wir czasowy (faktycznie załamanie okrąża całą wyspę jak wir sięgając w najgłębsze partie ziemi oraz nieba) rozplenili by się po całym myśloświecie jak niepotrzebne robactwo.
Z drugiej jednak strony mieszkańcy wioski są dla mnie przydatni: pomagają przy rozbudowach, Sanyii jeden przygotowuje drinki, są pokarmem dla Kodamy (naszego ducha-smoka natury), więc wszystko jest w porządku i pod kontrolą. Ścisłą kontrolą.
Oczywiście nie zawsze ich kontrolujemy. Niekiedy liczba Hipnagogijczyków (kiedyś wymyślę inną odmianę) wzrasta lub drastycznie maleje, kiedy wymyślą sobie jakieś święta albo powodu do mordów. Jednak zwykle wszystko jest pod kontrolą.
I tak najwyraźniej pozostanie, bo nie mam zamiaru się nimi kłopotać.

Geneza zmutowanych drzew

Gdzieś pomiędzy zapisywaniem wyników „eksperymentów” i spisywaniem obecnych wydarzeń zgubiłam przeszłość.
P r z e s z ł o ś ć.

Oto geneza zmutowanych drzew.

Niedługo po zawaleniu się Czterech Światów nastąpiła klęska klimatyczna. Ekosystemy różnych warstw połączyły się ze sobą i wynikł z tego nieopanowany chaos. Naprzemienne upały, powodzie, wybuchy i zlodowacenia doprowadziły do nagromadzenia się wielu warstw nieprzenikalnego gruntu. Reakcje chemiczne pomiędzy materią pochodzącą z różnych światów sprawiły, że ziemia została napromieniowana. Promieniowanie z kolei wywołało mutacje roślin i zwierząt.

W przyspieszonym (1 minuta to 709 791 983 lat wonderlandowych) czasie przyglądaliśmy się z Marcelem, jak nasz świat obraca się w gruzy i odradza na nowo. Patrzyliśmy, jak topnieją śniegi i wysycha woda z nich pozostała. Patrzyliśmy, jak rosną nowe rodzaje roślin i jak rozmnażają się nowe, odmienne gatunki zwierząt.
Zmutowane drzewa rosły powoli, ale wyspecjalizowały swoje istnienie i doskonale przystosowały się do środowiska.

Jedyne miejsce, które nie uległo czasowi to nasza początkowa baza chroniona polem siłowym. Nie bez znaczenia jest fakt, że chciałam, aby pozostało ono nienaruszone, jednak zostało pogrzebane pod tonami skały, które teraz tworzą kopułę bezpośrednio przylegającą do pola siłowego oraz coś na kształt kaptura wysuwającego się w stronę oceanu. Kaptur uformował się ponieważ nałożyłam ochronę plaży przed domem w formie kopuły PS, więc mamy teraz kamienny, ażurowy dach dający cień i pretekst do ćwiczeń wizualizacji złocistych promieni słońca przedzierających się przez dziury w nim.

Przygodowo!

Wczoraj w nocy, tuż przed zaśnięciem, Marcel namówił mnie na krótką podróż. Chwyciłam go więc za rękę, zamknęłam oczy i przenieśliśmy się razem w odmęty Myśloświata.
Marcel pokazał mi kopalnię, którą wygenerował niedaleko Padołu oraz kuźnię – wykutą w skale salę, z wbudowanymi w ścianę ogromnymi żelazno-kamiennymi piecami, mechanizmem dopowietrzającym ogień oraz dwoma kowadłami i formą pod ścianą po prawej.
Marcel został pomysłodawcą nowej przygody: wykuwania mieczy. Zabraliśmy się więc do tego.

Jak wiadomo, najważniejszą cześcią każdej pracy jest zadbanie o własne bezpieczeństwo. Ze śmiechem zmusiliśmy się nawzajem do założenia grubych fatruchów, masek i żaroodpornych rękawic. Marcel nakazał mi pilnować topiącej się stali a potem, kiedy materiał był wystarczająco gorący nalałam po trochu do form. Musieliśmy odczekać około półtorej minuty, żeby metal stężał na tyle by był plastyczny. Tak wykuliśmy rękojeści i jelce.

Mój jelec złożony jest z czterech małych ostrzy, nawet igieł, które biegnąc wzdłuż ostrza najbliżej mojej dłoni będą w stanie zatrzymać ostrze przeciwnika i nie dopuszczą, by moja dłoń została przy tym zraniona.
Jelec Marcela ma kształt płatka śniegu, ale jest wytrzymalszy niż najwytrzymalsza stal, dzięki czemu jego ochrona będzie bez wad.
Nasze miecze nie mają głowic…

A teraz to, czego nauczyłam się dzięki tej przygodzie.
Nie wiem nic o kuciu mieczy!

Nadrabiam jednak już tę wiedzę dzięki forom i internetowi aby znać przynajmniej teorię, co pozwoli nam wykuć przyzwoite miecze, a nie tylko dobrze wyglądające podróby.

Tworzenie wioski

Witajcie. Tu Marcel. Opowiem Wam teraz jak rozwija się wioska, którą założyłem.
Otóż mieści się ona na wyspie nazwanej przeze mnie „Hipnagog”. NPC mówią zatem: „Mieszkamy w Hipnagogu”, albo „Jesteśmy z Hipnagogu”.

Teraz wygląd. Wioska ma kształt miasteczka z dzikiego Zachodu. Kilka domów, kaplica, bar jak z „Powrotu do przyszłości”. Po drugiej stronie kilka domów, w tym dom rzeźnika i świątynia dobroczynnych soków drzewa Baobab. Dobra, z tym drzewem to żartuję. Niemniej, wioska wygląda fajnie.

Weszliśmy ostatnio z Sanyią do baru. Zaczepiła nas tam kobieta w obszernej granatowej spódnicy a Sanyia jej dogadała, że powyrywa jej kłaki, jeśli nadal będzie jej nagadywać. No i wyszliśmy. Poprowadziłem nas do kaplicy, ale Sanyia nie lubi takich miejsc kultów, więc wylała wino mszalne na pastora, przeprosiła go, podała mu biały ręcznik i bukłak wody, po czym usunęliśmy się stamtąd, o wyglądało na to, że pastor dostanie szału. Dobra robota…

Co do naszych ubrań, to przebraliśmy się za kelnerów. Ja i Sanyia nie lubimy futurystycznych strojów, a Sanyia nie czuje się dobrze w spódnicach dziko-zachodnich kobiet, więc przebraliśmy się w czarno-niebieskie spodnie, białe koszule, kamizelki i fartuchy za kolana u mnie i do kolan u Sanyii.

Fajnie było. Szkoda, że Sanyia usnęła.

Przeniesienie laboratorium

Jak wiecie, w Myśloświecie posiadałam swego rodzaju mini-laboratorium. To tam znajdowała się kapsuła pobierająca energię wraz z calą maszynerią do jej konwersji.

Otóż przeniosłam owe laboratorium. O szkole w której się ono znajduje jeszcze napiszę, teraz skupię się na jednej sali.

W rzeczysiwtym świecie w tamtym miejscu znajduje się sala od języka polskiego. W Myśloświecie zerwałam ściany, sufit i podłogę wraz ze wszystkimi ozdobami i zastąpiłam je białą, podobną do farby substancją odporną na wszelkie uszkodzenia; podłogę wyłożyłam białymi płytkami o tej samej wytrzymałości.

Okna, jak to w szkole, prawie na całą ścianę zabezpieczyłam białą, stalową kratą z oczkami wielkości około 7 centymetrów. Lekko falowaną. Pomiędzy dwiema warstwami kraty w każdym oknie znajduje się pancerna szyba.

Drzwi są dźwiękoszczelne, stalowe, białe z obu stron.

Maszynerię przeniosłam bez problemu, ale został mi pusty pokój nad kuchnią w WL, który muszę chyba zamienić na sypialnię.

Wyklucie Kodamy, czyli jak dorobić się Bestii

Kodama okazał się być wielkim oszustwem. Z jaja wykluł się zaledwie zarodek tego, czym byłby prawdziwy Kodama. Sanyia mówi, że jest to młode ducha natury, ale ja nie wierzę. Nastawiłem się na oswojonego dorosłego potwora, który zabije wszystkie NPC nieposłuszne Śmierci i swoim bogom(jednemu bogu, ja ich nie uznaję). Okazało się jednak, iż jest to forma anad którą muszę pracować, wybrałem się zatem na poszukiwanie prawdziwego ducha natury. Mimo to nie znalazłem go. Wychodzi na to, iż nasz „Kodama” jest jedynym, który egzystuje w naszym świecie. Muszę więc go zabić. Wychowamy go, bez obaw. I tak obstawiam za zabiciem go. Kraken był jedynym prawdziwym potworem, ktory miał prawo egzystować w Myśloświecie.

Teraz kończę. Pozdrowienia i żyjcie sobie w szczęściu.

Wyspa Marcela.

No więc odnalazłem wyspę. Pływa sobie pośrodku oceanu, pusta, piaszczysta, pełna niebezpieczeństw. Nie jest duża. Ma za to bogate życie roślinne. Choć rośliny są niskie.
Odkryłem ją jakieś dwa miesiące temu. Dostaliśmy się tam z Sanyią matą grawitacyjną. Zobaczyliśmy ją z oddali, ale tylko ja widziałem ją w całości, bo zabroniłem Sanyii się tam zbliżać.
Na wyspie znalazłem NPC. Mieszkali w wioskach, które potem połączyłem. Nie znali drewna, więc dałem im je po tym, jak Sanyia powaliła kilka drzew. Pomogli mi Aniołowie.
Pomogłem rozwinąć się NPC. Wyszkoliłem ich na Archeologów (mają jakąś tam wyimaginowaną wiedzę) i Medyków (jeszcze się nie przydali). Muszę również wyszkolić Specjalistę od Smoków, żeby pomógł mi wychować i trenować Kodamę, który niedługo się wykluje.
To tyle. Wioska wygląda trochę jak z westernu, a mieszkańcy czczą Śmierć – Czerwoną Kostuchę – Pana Umarłych – Czarnego Żniwiarza – Mrocznego Kosiarza. W końcu śmierć to jedyna, w stu procentach działająca siła (nad)naturalna.

Szczegółowy opis Wonderlandu.

Oto miejsca, które stanowią śmietankę naszego Myśloświata i w których możemy w spokoju pracować, wymyślać nowe figle czy siedzieć bez ruchu gapiąc się w przestrzeń:

Baza początkowa
Pierwszy punkt na liście stanowi dom, który zbudowaliśmy na samym początku. Tworzy go pole siłowe w kształcie elipsy oraz cztery pomieszczenia w formie baniek tego samego pola, również o kształcie elips, ułożone jedna na drugiej po obu stronach domu.
Główne pomieszczenie to salon, gdzie poraz pierwszy zwizualizowałam Marcela. Pokój ten przedzielony jest na pół ścieżką, która ciągnie się po oba wejścia do kolejnych pomieszczeń.
Z dwóch stron wejścia, przez które wychodzi się na plażę stoją dwa fotele – mój, po prawej oraz Marcela po lewej. Naprzeciwko wejścia znajdują się drzwi prowadzące do małego podziemnego ogródka (oświatlanego światłem dziennym dzięki polu) w którym zaczyna się tunel.
Pokoje po obu stronach salonu to kuchnia, nad nią moja sypialnia oraz po drugiej stronie sypialnia Marcela oraz biblioteka, która jest jednocześnie czytelnią oraz biurem nas obojga.
Niedawno Marcel zbudował jadalnię przylegającą do kuchni i nadal ją przebudowuje.

Tunel
Tutaj znajduje się opis budowy tunelu.
Prowadzi on od bazy początkowej do Kawiarenki, Padołu oraz Szkoły.

Kawiarenka
Całkiem niedawno z pomocą kilku budowniczych z wioski Marcel zbudował Kawiarenkę.
Znajduje się ona pod ziemią a jej wejście łączy się bezpośrednio z tunelem.
Kawiarenka jest prostokątnym pomieszczeniem. Ściany pokrywa boazeria z szaro-brązowego drewna, na podłodze leży zielony, włochaty dywan przygnieciony bestialsko przez trzyosobową kanapę z obiciem w identycznym kolorze.
Na lewo od wejścia nie sposób nie zauważyć baru oraz siatki przytrzymującej bańki energii.

Padół
Padół jest miejscem, gdzie mieszka legendarny potwór, który pożera NPC podczas egzekucji. Leży na wschód od bazy początkowej i szkoły, wysoko w górach.
Budowla, od której miejsce to wzięło nazwę, jest głęboką na kilkanaście do kilkudziesięciu metrów studnią, do której wrzuca się NPC. Pod studnią zaś znajduje się jaskinia z jeziorem i podziemną rzeką (choć odkąd ją odkopałam już nie jest podziemna) oraz polana, której powierzchnię określam w przybliżeniu na równą stadionowi lub dwóm.

Szkoła
Jak sama nazwa wskazuje, ta lokacja to budynek mojej szkoły. Obiekt stanowi jeden budynek głowny oraz trzy dodatkowe – dwa po jednej oraz trzeci z tyłu budynku głównego. Po środku obiektu, jako pokazowy, znajduje się kwadratowy trawnik, w którego rogu umieściłam staw i drzewo (krzyżówkę wierzby, klonu oraz dębu czerwonego), którego gałęzie malowniczo zwisają nad stawem rzucając liście na lustro wody.
Na strychu jednego z budynków swojego czasu zamieszkał cień, Albert, a w piwnicach urządziliśmy sale tortur i wyciszenia. W jednej z nich znajduje się nawet głębokie akwarium z rekinem!

Wioska
Wioska jest moim dziełem. Znajduje się na środku oceanu, na północ od bazy początkowej.
Jej mieszkańcy są zamrożeni w czasach Dzikiego Zachodu i tak też się zachowują. Wioskę tworzy kilka budynków, również w stylu Dzikiego Zachodu.
Najmuję w niej budowniczych i pracowników dla Sanyii, których musi teleportować, bo tylko tak da się uniknąć zawirowania czasowego okrążającego wioskę.
Wymyśliłem to rozwiązanie aby uniemożliwić mieszkańcom wydostanie się z wyspy. Zawirowanie natychmiastowo postarza potencjalnych podróżników, ponieważ nasz świat znajduje się kilkaset lat w przód na linii czasu. Tak więc wszyscy, którzy opuszczą wioskę umierają.
Nazwałem to miejsce Hipnagog. Nazwa może nie jest porywająca, ale dobrze oddaje stan, w jakim ją budowałem.

Tworzenie podziemnego przejścia do Padołu.

Od początku, żeby wybrać się ku Padołowi, trzeba było przejść dość długą, myślę że około kilometrową ścieżkę przez gęsty las. Oczywiście ścieżka ta była drogą, a las zaledwie igiełkami, kiedy zaczynaliśmy swoją przygodę.
Teraz drzewa są monstrami, ścieżka dawno zaginęła w odmętach gruzu a Padół strzeże się sam dzięki otaczającej go roślinności.

Zdaję sobie sprawę, że Marcel pisał (a właściwie mówił, bo to ja pisałam) od rzeczy. Mimo wszystko postanowiłam, że nie będę nigdy poprawiać tego, co mi dyktuje, żeby miało sens. Bo to wtedy nie byłoby prawdziwe.

Marcel, jak się okazuje, uwielbia smoki. Chińskie smoki. Jaszczurowate latające stwory „Gry o Tron” nie dokonały takich spustoszeń w jego świadomości, co dostojne, straszne ale czasem i opiekuńcze, Chińskie smoki. Dlatego teraz cieszy się bardzo i wyczekuje z utęsknieniem chwili, kiedy wykluje się nasz smoczy duch natury.

Skoro tak bardzo zależy Marcelowi, oczywiście zależy i mnie. Musiałam jakoś pomóc mu w codziennym doglądaniu jaja. Ale jak miał to robić, jeśli kiepsko u niego z teleportacją? Musi poruszać się w zgodzie z zasadami fizyki. Stworzyliśmy (ale ja rzuciłam pomysłem) tunel. Podziemny.

Tunel zaczyna się w miejscu przedsionka domku na plaży. Stworzyłam taki przedsionek. Wystarczyło nadmuchać bańkę pola siłowego, dodać sztuczne światło dzienne, ulepszyć je tak, żeby trawa mogła dzięki niemu przeprowadzać fotosyntezę i… Mamy ładny, zamknięty pod powierzchnią ziemi ogródek. Tam właśnie zaczyna si tunel.

Droga – płaska, z zaokrąglonym sufitem, szeroka na trzy ściśnięte i dwie luźno idące obok siebie osoby – jest właściwie tunelem pola siłowego. Utrzymuje się w nim stała ilość powietrza wzbogaconego o większą ilość tlenu a przez środek sufitu biegnie bioluminescencyjna taśma. Dzięki niej widzimy, gdzie idziemy. Od domku biegnie na zachód, po czym po około siedmiuset metrach skręca pod kątem prostym na południe. Nie jest oczywiście idealnie prosta, bo i pierwowzór taki nie był. Wygina się lekko na obie strony, jak to droga.
Od zakrętu tunel biegnie stale w górę, więc po trzech czwartych drogi jego kopuła zaczyna wynurzać się spod ziemi. Około pięciu drzew runęło, ale Aniołowie pod kierownictwem Marcela przeznaczyli je na budowę wioski. O drzewach jeszcze opowiem.

Ścieżka kończy się oryginalnymi schodami prowadzącymi do Padołu i tam też kończy się tunel i chroniące go pole siłowe. Kiedy wychodzi się spod pola (które, może już wspominałam, ma kolor ciemno-fioletowy z przebłyskami niebieskiego i granatu) nagle rozświetla się nad człowiekiem czyste niebo.

A potem dochodzi go wrzask bólu ofiary Stwora i odór gnijących resztek ciał. Musimy zbudować krematorium…