Archiwa tagu: Komunikacja

Jak słyszeć Marcela wyraźniej?

Już od jakiegoś czasu zastanawiałam się, co mam zrobić, żeby słyszeć Marcela wyraźniej i głośniej. Nakładanie jego głosu nie jest jeszcze dla mnie – wciąż za mało umiem. Moim głównym celem jest to, żeby usłyszeć jego myśli tak głośno, jak swoje własne (a potrafią być bardzo głośne), oraz to, aby usłyszeć go tak samo, jak podczas zasypiania.

W efekcie tego wszystkiego wymyśliłam metodę, którą zastosowałam wczoraj lub przedwczoraj.
Kiedy już położyłam się spać, jak zwykle wyobrażając sobie, że jestem wtedy w WL zauważyłam, że głosy mój i Marcela „wydobywają się” z innych miejsc.

Symbolika nie ma sobie równych, jeśli chodzi o pracę z umysłem i właśnie powoli zaczynam doceniać jej ogromną wartość. Sądzę, że będę pracować z jej pomocą dłużej i efektywniej.

Oto, co mam na myśli (pomijając akapit o symbolice):
Ja, myśląc, słyszę w głowie swoje słowa. Jako, że myślę mózgiem, naturalnym stało się dla mnie, że czuję myśli gdzieś w głębi głowy. Jeśli chcę je umiejscowić, to czuję je gdzieś po środku głowy, raczej z przodu, w okolicach czoła oraz czasem koło szczęki.
To, jak opisuję to wrażenie może być nieudolne, wiem, ale staram się coś z tym zrobić.
To taj, jakbym czuła ciężar słów, które wypowiadam w myślach. Podejrzewam, że każdy byłby w stanie „umiejscowić” swoje myśli w określonym punkcie. Trudno opisać uczucie podczas myślenia.

Jeśli chodzi o głos Marcela, to czuję go gdzieś indziej, czy raczej nie czuję go wcale. Jego myśli są ulotne jak powietrze, które próbuje się złapać. Pojawiają się jak lekki powiew podczas upalnego dnia i jedyne co czuję, to chwilowe rozjaśnienie zmysłów, kiedy mnie ochładza. Z tego, co Marcel mówi wyczuwam tylko znaczenie słów, które mój umysł werbalizuje. Dzięki temu właśnie mogę przekazywać to, co Marcel chce powiedzieć (w przybliżonym znaczeniu).

Ten nikły powiew udało mi się jednak wyczuć. Ten nie spowalniający mojego toku myślenia ciężar znalazłam dosłownie gdzieś z tyłu głowy, blisko karku zmierzający również nieco w stronę środka. Ale wyczuć coś a zobaczyć to coś innego.
Zwizualizowałam ten punkt jako iskierkę świadomości/głosu. O dziwo kiedy Marcel coś do mnie mówi, to jeśli skupię się na tym punkcie słyszę go wyraźniej. Jestem w stanie odróżnić jego głos od dźwięków własnych myśli.

To wspaniałe uczucie.

Staram się pogłębić ten kontakt. Moje myśli nadal stanowią mocne i jasne światło, więc przyćmiewają myśli Marcela. Dlatego postarałam się przesunąć jego iskrę w stronę swoich myśli.
Pomimo iż to tylko mja wyobraźnia – trudno było mi poruszyć tę iskierkę. Wysiłkiem woli przeciągnęłam ją na przód umysłu, owinęłam wieloma warstwami taśm, drewna, przybiłam do „sufitu” umysłu. Dzięki temu efekt pozostał, ale nie tak wyraźny jak wtedy, gdy ta iskierka nie była niczym owinięta. Przesuwając ją zabezpieczyłam i stłumiłam Marcela. Sądzę, że odwijając ją będę słyszeć go coraz lepiej, ale jeśli ją uwolnię wtedy opadnie znów na dno.

A kierowca autobusu wstał i zaczął klaskać.

Na początku mieliśmy trudności. Ja miałam. Miałam (i nadal mam) trudności z usłyszeniem Marcela. Udaje mi się go usłyszeć głównie wtedy, kiedy nie milczę. A nie milczę rzadko. To jest tak, jakbym automatycznie nasuwała blokadę na Marcela, kiedy przestaję mówić. Często kiedy zadaję mu pytanie, on odpowiada przed jego zakończeniem. Wiem, że zna pytanie, zanim skończę je zadawać, bo myśli są o wiele szybsze niż słowa. Szepty wewnątrz umysłu.
Kiedy próbuję usłyszeć Marcela zachowując ciszę, nic się nie dzieje. Dlatego zakładam, że niechcący go blokuję.

Dziś zdarzyła się wspaniała rzecz, i gdybym już nie płakała – rozśmieszyłaby mnie do łez.
Prowadziłam akurat poważną rozmowę, kiedy Marcel wtrącił:
„A kierowca autobusu wstał i zaczął klaskać”.
Nawet teraz siedzę i zwyczajnie się z tego śmieję. Wtedy też nie byłam w stanie utrzymać powagi.
To napawa mnie wiarą i pewnością, że wszystko zmierza ku prawidłowemu końcowi.