Archiwa tagu: Forcing

Otwartość umysłu

Będę pisać o własnych doświadczeniach i skłonnościach, dlatego jeśli komuś coś się nie zgadza niech powstrzyma się od porównań – co nie znaczy, że opinie są niemile widziane. Wręcz przeciwnie.

Żeby i mnie było łatwiej to opisać, Wam łatwiej zozumieć i aby nie bolały Was oczy od powtarzania czytania niezrozumiałych lub chaotycznych fragmentów, zapiszę to w kilku w miarę ogarniętych punktach.

Punkt pierwszy. Zasypianie i związana z nim wędrówka myśli.
Ludzie praktykujący medytację często powtarzają aby nie wyciszać umysłu na siłę, lecz pozwolić myślom dryfować po oceanie świadomości, słuchać ich „jednym uchem” i skupiać się na swojej robocie.
Kiedy zasypiam często próbuję skupić się na tym, aby nie zasnąć (liczę oddechy, wyobrażam sobie siebie spadającą z wodospadu, przebywam w WL, recytuję cyfry), uciszam wszelkiego rodzaju myśli, które mogłyby mnie rozproszyć.

Czemu według mnie to uciszanie jest dla mnie złe?
Skupiając się na wyciszaniu myśli odwracam swoją uwagę od zewnętrznego świata, od rozluźniania ciała, od pamiętania o tym aby pozostać świadomą. Właśnie – tak bardzo skupiam się aby być wewnętrznie cicho, że zapominam po co to robię.

Co to za stan.
Najczęściej kiedy staram się usnąć i kiedy jestem na granicy świadomości słyszę wewnątrz głowy dźwięki, śpiew, dialogi, lektorów powtarzających całe fragmenty książek, które akurat czytam; szczekanie mojego psa. Wielokrotnie w takiej chwili mogłam bez przeszkód rozmawiać z Marcelem i choć na początku miałam wątpliwości, że mogło mi się tylko wydawać, to teraz mam pewność, że to był on.

Do czego zmierzam.
Już wiem, że aby pogłębić stan w którym będę mieć możliwość utrzymania świadomości nie powinnam – nie mogę – wyciszać myśli na siłę (czuję, że zbyt wiele razy powtórzyłam tę frazę), ale powinnam ich słuchać, znaleźć ostoję, punkt w umyśle gdzie będę „stać” i przeglądać to, co pojawia się w mojej głowie. Nie powinnam zajmować się innymi rzeczami oprócz celem jakim jest świadomy sen i ewentualnymi konsultacjami z Marcelem.

Co to ma wspólnego z tulpami, w końcu o tulpie jest blog!
Ten wpis ma tytuł „Otwartość umysłu”. Zastanawiałam się, czy można wprowadzić się w wyżej opisany stan podczas forcingu. Jako oczywiste uznaję, że skoro na tym opiera się medytacja, to powinnam dać sobie mentalnie kopniaka za niezauważanie tak absurdalnie oczywistych rzeczy. Ale jakaś tam wiedza przychodzi doświaczeniem i upływem czasu. Nie jestem najwyraźniej specjalnie odkrywcza.

Ale wróćmy do tematu.
Skoro medytujący mnisi potrafią odpłynąć pozostając świadomymi, to czemu zwyczajnej śmiertelniczce miałoby się to nie udać.
Skoro myśli, które zwykle tłumię i wyciszam, spycham na drugi plan, podczas zasypiania wypływają na wierzch (ba, wdzierają się), czy mogłabym zastosować ten mechanizm do polepszenia komunikacji z tulpą? Skoro mój umysł nagle otwiera się na wszelkiego rodzaju bodźce pochodzące z wewnątrz, to czy dzięki temu mogę odblokować część, w której aktualnie znajduje się Marcel (to już symbolicznie, dla zrozumienia)?

I teraz pytanie: czyżby na tym naprawdę polegał forcing? Czyżby była to forma medytacji, która otwiera umysł na bodźce które wysyła tulpa? Czy dzięki regularnym ćwiczeniom uczymy się pozostawać w stanie „pół-medytacji” aby mieć jasny i ciągły dostęp do tulpy i aby ona miała łatwy dostęp do nas? Czy to rodzaj znoszenia blokady, jaką automatycznie nakładamy na wszystko, co mogłoby nie spodobać się mózgowi, który uznaje wiele stanów za odchodzące od normy?

Czy mnie się zdaje, czy „odkryłam” coś, o czym już dawno wiedział każdy oprócz mnie??

System pozyskiwania i przekształcania energii.

Kiedy budzi się tulpę i jednocześnie jest się maniakiem wierzącym w manipulację energią świata wewnętrznego i zewnętrznego, trzeba logicznie wytłumaczyć, skąd tulpa ma brać energię na swój rozwój.
Z jedzenia? Nie bardzo – tulpa nie ma ust, żołądka, jelit.
Z kosmosu? Jak??
Miałaby pozyskiwać energię światła słonecznego? Nie jest rośliną, do Czarta, jak ma to robić?

Skoro zatem nie jest w stanie pobrać energii z zewnątrz, dlaczego nie miałaby pobierać jej z wewnątrz?
Skoro zatem ja nie zużywam całej energii na moje życie, dlaczego nie miałabym oddać jej tulpie?

Pogmatwane, nie? Chyba nie.

Tak oto powstał wynalazek. Jest nim kapsuła energetyczna (i jak już pewnie zauważyliście, bardzo lubię słowo „energia”).

Umieszczona w osobnym pokoju w Myśloświecie kapsuła podłączona jest zarówno do MŚ, jak i do świata zewnętrznego. Po wejściu do niej zamyka się. Ma kształt walca, zatem w środku nie ma rogów. Cała wewnętrzna powierzchnia jest pokryta lustrzaną powłoką, pod którą zamontowałam czujniki: wydzielanego ciepła, powietrza, uwalniającej się energii, czujniki energii kinetycznej. Wszystkie one służą jednocześnie do odbierania i pozyskiwania mojej energii.

Cała pozyskana substancja wędruje sobie do filtra, w którym zostaje oczyszczona (i żeby bylo łatwiej, niech moja energia ma kolor jasnoniebieski, który filtr usuwa aż do białego) po czym przesyłana jest do kolejnego filtra (zabarwiającego ją na zielono). Energia mojego ciała biegnie do przetwornika, który przekształca ją w energię duchową/życiową odpowiednią dla Marcela. Można to porównać do przekształcania grupy krwi 0Rh- na ARh+.

Tak przygotowaną energię przechowujemy w bańkach (znów energetycznych ;D ). Na początku używalismy jej jako przyprawy do drinków, lodów, jako przekąska. I choć już dawno nie wchodziłam do kapsuły, to nadal stoi ona w moim laboratorium w najstarszej części Myśloświata i rdzewieje pokryta kurzem.

Co czuję podczas oddawania energii Marcelowi?

To trudne do opisania. Znacie uczucie, kiedy skupiacie się na swoim sercu, prawda? Zaczyna wtedy bić jakby ciężej, głośniej, mocniej. Czuję mniej więcej to samo, ale w połączeniu z rozchodzeniem się lekkiego odrętwienia na obszar płuc, jakby moje serce biło mocniej i nieco wolniej.