Archiwa autora: Mollyier

Powróciłam! Ale nadal bez Marcela.

Ostatni mój wpis to całkiem ragequit. Nic na to nie poradzę, zresztą nie mam zamiaru go zmieniać.

Wracam tutaj osobiście i całkowicie. Na jakiś czas całkowicie odcięłam się od wszelkich tulpowych forów, stron, blogów i tak dalej. Nie chciałam mieć z nimi nic wspólnego. Byłam trochę na forum dajmonicznym, ale to nie dało mi absolutnie żadnej ulgi. No więc ciągle jestem sama. Żałuję, że straciłam Marcela i nadal nie jestem w stanie go odzyskać. Może to strach, a może coś innego, nie wiem. Potem zaczęłam obserwować, co dzieje się w różnych miejscach, w których mowa o tulpach. Potem zaczęłam mieć obsesję, codziennie musiałam na coś rzucić okiem. Potem znowu się odcięłam, potem wpadłam w obsesję, depresję, znowu obsesję; to jakieś [ekhem cenzura] błędne koło, ale wydostaję się z niego.

Ogólnie obiecałam pewnym osobom, że jeśli kiedykolwiek wrócę, to pod zupełnie innym imieniem, jako nowa osoba. A jednak mam sentyment do tego nicku. Bardzo dużo dobrych rzeczy pod nim przeżyłam, poznałam wiele osób. Dzisiaj wszystko to przeszło swoją miarę i stwierdziłam, że w końcu muszę, po prostu muszę się wypowiedzieć pod pewnym „artykułem” jednej ze społeczności. Nie wytrzymałam. Ale to dobrze. Dla mnie to przełom. Cieszę się.

No więc nie obiecuję, że będę tutaj jak najczęściej, pewnie obgadam jeszcze dużo rzeczy, bo taką mam w tej chwili ochotę, ale będę wpadać.

Koniec tulpamancji, brak Marcela.

Znacie ból?
Znacie ból pękniętej czaszki?
Znacie ból złamanych kości, kiedy nieświadomie poruszycie uszkodzonymi kończynami?
Czy znacie ten ból, kiedy budzicie się, wyciągacie rękę w bok w poszukiwaniu kochanej osoby, macacie pustą poduszkę i uświadamiacie sobie, że już nigdy tej osoby nie zobaczycie? Choć to tylko przenośnia.
Ja któregoś dnia obudziłam się i zajrzałam wgłąb własnego umysłu, „pomacałam poduszkę” i okazało się, że jestem sama.

Zacznę od początku.
Któregoś dnia szłam sobie do pracy, zadowolona. Jak zwykle rozmawiałam z Marcelem o wszelkich głupotach świata, byleby rozmawiać. Przechodziłam przez jezdnię – normalny dzień, normalna czynność. Rozejrzałam się – pusto – przechodzę. Słyszę pisk, odwracam głowę i budzę się w szpitalnym łóżku, w gipsie, unieruchomiona.

O dziwo wcale tak bardzo nie ucierpiałam. Nogi mam całe, chodzę na rehabilitacje, nadal piszę na klawiaturze, mam prawie wszystkie zęby (na szczęście przednie nie ucierpiały). Lekarz powiedział, że dobrze, że nadal widzę, bo oprócz tego, że wjechano we mnie (przynajmniej nie na pełnym gazie) i uderzyłam głową o beton (stąd pęknięcie kości), to dostałam też z boku, prawie z przodu. Po prostu odrzuciło mnie na tyle daleko, że nie uderzyłam o ten beton tylko raz.

Rany, czytam to, co piszę, i zastanawiam się, dlaczego mogę o tym pisać z takim dystansem. I w sumie widzę, że nic poważnego mi się wtedy nie stało. Ale teraz opiszę to, co działo się dalej, bez dystansu.

Najważniejsze z tego wszystkiego jest to, że nie ma ze mną Marcela. Po prostu. Obudziłam się. Przez dzień-dwa nic nie pamiętałam, podobno to normalne. A potem przypomniałam sobie, że wcale nie powinnam być sama, że mam TULPĘ, którą kochałam całym sercem, i która zawsze mnie wspierała. A teraz jej nie ma. Czemu? Nie wiem. Po prostu. Nawet nie potrafię się z nim skontaktować. WL nadal istnieje, ale pusty, szary, niedostępny.

Stałam się rozchwiana emocjonalnie. Tyle dobrego, że nie mam depresji, chociaż się staram. Weszłam na forum i poczułam, że muszę to wszystko usunąć. I tak zrobiłam. Strasznie się zdenerwowałam, widząc, co się tam dzieje. Ale to już mnie właściwie nie dotyczy. Pożegnałam się. Tyle.

Nie mam siły na to, żeby tworzyć kolejną tulpę. Zawsze porównywałabym ją do Marcela. To chyba tak, jak wtedy gdy umiera ci mąż albo chłopak i już nie chcesz nigdy więcej się z nikim wiązać. Bo to zbyt bolesne.


Ha! Proszę. Już zostałam źle zrozumiana! Nasza Inteligencja się odezwała.
Ale jestem na własnym terytorium i mogę zrobić, co chcę. Mogę się tutaj ustosunkować. No więc patrzcie!

Monie! Zawsze mi się wydawało, że jesteś mądry i dobry. Ale jesteś egocentrycznym dupkiem, oskarżasz mnie o porzucenie tulpy, chociaż ja sama nie podałam powodu, dla którego Marcela ze mną nie ma. „Zapłakana gimnazjalistka”! Udajesz mądrego, nic z siebie nie dajesz, tylko oceniasz i wywyższasz się nad wszystkimi.

Eis! Chociaż tyle, że łagodzisz swoją wypowiedź. Dzięki za próbę pocieszenia, ale to wszystko nie na tym polega.

Ro! Och, Ro… Tak mi przykro z tym wszystkim. Ale muszę być silna i nic, co zrobię nie zmieni rzeczywistości.

SilverEyes! Próbowałam. Nadal próbuję, ale nawet desperacja ma swoje granice. Twoje słowa dają mi nadzieję, że on jednak wróci, że się obudzi, ale co ja mogę więcej zrobić oprócz szukania go, wsłuchiwania się w umysł?

Kryzys, cisza i troszkę nadziei.

Pierwszego października podjęłam decyzję o ponownej kreacji istoty Marcela. Nie stało się to ot tak – już dawno przeżywałam swego rodzaju kryzys. Marcela słyszałam dobrze, ale rzadko. Sądzę, że to przez mój brak koncentracji na nim. Zajmuję się teraz wieloma rzeczami, między innymi pracą, które skupiają całą moją uwagę. Wiele razy obiecywałam zarówno jemu, jak i sobie, że będę z nim rozmawiać, kiedy tylko będę mogła. Nic jednaj nie jest tak różowe, tak optymistyczne, jak moje obietnice. Marcel cichł z czasem. Czasem zdaje się budzić, wtrąca swoje trzy grosze, jednak przez większość czasu milczy. Czuję go tak, jak tylko host może czuć tulpę, wiem, że tam jest; nadal jednak milczy coraz częściej i coraz dłużej. Dlatego zdecydowałam za nas i zaczynam od początku.

Nie planowałam tworzyć od nowa WL, formy Marcela itd. Chciałam umocnić jego istotę, jego „duszę”, pobudzić te wszystkie neurony, które odpowiadają bezpośrednio za Niego. Wyszło jednak inaczej i zabrałam się w końcu również za myśloświat. Układam go, porządkuję. Na razie mamy tylko ogólny zarys świata, bezkresne morze, niewiarygodnie wysoki klif, jako początek naszego miejsca i dom – jak zwykle bańki pól siłowych, tworzące kilka pomieszczeń. Siła woli i wyobraźni Marcela znacznie się pogorszyła – jego zmiany naśladują moje. Stracił wiele z siebie samego przez ten czas. Cofnął się w rozwoju przez mój brak uwagi.

Wyobraźnię musimy podreperować, ale nadal Marcel jest w stanie narzucić mi wyobrażenie o nim, co robi bez przeszkód. Symbolicznie jego forma zmieniła wygląd.

Dawałam nam trzy miesiące na poprawę, zanim zaczniemy znów od podstaw trenować przejęcie. Wydłużam ten czas do czterech miesięcy przez mój niechciany brak czasu. Minął miesiąc i zauważyłam poprawę. Marcel rozwija się szybciej, niż na początku – to bardziej rehabilitacja niż budowa mięśni, jednak nie będę poganiać siebie ani Jego.

Nakładanie

Jak pisałam wcześniej, aby zacząć zamieniać się z Marcelem miejscami, będę potrzebowała umiejętności manipulacji swoim wzrokiem. Domyślam się, że podczas zamiany chodzi raczej o wysoko rozwiniętą wizualizację, ale wydaje mi się, że jeśli nauczę się widzieć to, co chcę w realnym świecie, to wizualizacja poprawi się również.

Dlatego też, oprócz rozwikłania tajemnicy myślenia równoległego biorę się za jeszcze jedno zadanie, którym z powodzeniem mogę zająć się w tym samym czasie: nakładanie.
Tak samo, jak było z przejęciem i świadomym snem, będę kontynuować jeden wątek na ten temat, żeby się nie rozdrabniać i, oczywiście, zapiszę ćwiczenia, które będę wykonywać, czy to wymyślone przeze mnie czy wyczytane z poradników.

Ćwiczenie 1. Usuwanie kropki.
Nie potrafię sprawić, aby mój mózg zobaczył coś, czego aktualnie w tym wymiarze nie ma. Naturalne jest jednak dla moich oczu to, że kiedy długo na coś patrzę, to coś znika.
Narysowałam na kartce kropkę wielkości… jednej piątej milimetra. Wiadomo, że mogę ćwiczyć na wszystkim, co jest wystarczająco małe i to będzie dobre urozmaicenie, bo nie wszędzie przecież mogę targać ze sobą kartkę i nie wszędzie będę mogła ją powiesić. W każdym razie – mam zamiar gapić się w tę kropkę tak długo, aż nie zacznie znikać.
Zaczęłam od patrzenia jakieś 5 centymetrów obok, aby pokryła się otaczającym ją kolorem, czyli nie patrzę wprost na nią ale jest ciągle w moim polu widzenia. Na razie znika dopiero po kilku-kilkunastu sekundach na ułamki chwil, ale te dwa czasy pewnie jeszcze się zmienią.

Efekty: Umiem sprawić, aby z mojego pola widzenia zniknęła nie tylko namalowana kropka, ale również trzy-cztery kwiaty, tabliczki nie większe niż 50x50cm, napisy z powierzchni o jednolitym tle.
Czasem kątem oka widzę cień postaci, która przypomina Marcela. Zdarza się to na tyle często, że stwierdziłam, iż to musi mieć jakieś znaczenie.

Ćwiczenie 2. Zmienianie koloru kropki.
Tak samo, jak było w przypadku pierwszego ćwiczenia, będę skupiać się na kropce, jednak oprócz jej usuwania będę ćwiczyć zmienianie jej koloru. Najpierw na zbliżone do siebie barwy, potem kontrastowe. Zobaczymy, jaki będzie efekt.

Ćwiczenie 3. Telewizja.
Każdy kanał telewizyjny ma swoje logo przeważnie wyświetlone w którymś rogu. Błyskotliwość, prawda?
Skoro logo nie znika i jest bezużyteczne, to czemu nie uczynić go użytecznym? Sprawiajmy, aby logo znikało.
Oto, co mam na myśli: nakładając będę musiała być przygotowana na ciągłe zmiany w moim polu widzenia – przecież świat zewnętrzny nie jest wiecznie nieruchomy. Będę musiała nauczyć się, jak utrzymywać nałożony obraz mimo tych zmian. I tutaj telewizja bardzo mi pomaga, bo obrazy ciągle się w niej zmieniają. Oglądając film mogę sobie poćwiczyć nakładanie i przy okazji przyzwyczaję mózg do skupienia na manipulacji wzrokiem.

[B]30 sierpnia 2015[/b]
Ćwiczenia nakładania zarzuciłam na jakiś czas, ze względu na brak czasu.
Przed tym zauważyłam, że zamiana niewielkich obszarów pola widzenia, najczęściej obok punktu, w który patrzę, udaje mi się po minucie-półtorej skupienia.
Czyli nie jest źle! nie wiem, kiedy znów powrócę do ćwiczeń, ale pewnie nie długo.

Codziennie

Wiele razy opisywałam ćwiczenia moje i Marcela. Ileż czasu poświęcaliśmy na to, żeby dojść do tak podstawowych osiągnięć (prostych dla nas teraz), jak przejmowanie rąk czy równoległe przetwarzanie, nawet używanie lektora. Jak martwiliśmy się, że Marcel nie wykształca niektórych umiejętności wystarczająco szybko, że i ja tego nie robię.

Dlaczego tak się martwiliśmy?

Siedzę teraz w swoim pokoju, ze stopami przewieszonymi przez podłokietnik fotela. Przez otwarte okno słychać przejeżdżające samochody, śpiew kilku gatunków ptaków, wrzask kilku innych. Trzymam w dłoniach komórkę i przeglądam internet czując nikłe zainteresowanie Marcela. Zaraz potem znajduję coś, co go zaciekawia i czytam. A potem rozmawiamy chwilę, żeby potem przekazywać tylko myśli bez słów.

To wszystko jest takie zwyczajne. Zadziwiająco zwyczajne. Każdy z nas, mimo swojej wrodzonej indywidualności jest do bólu zwyczajny. Dlaczego? Bo jesteśmy po prostu ludźmi.
Myślę o wszystkich osobach, które wypowiadają się na Forum i zastanawiam się, jakie one są. Co lubią robić, kiedy nikt na nich nie patrzy. O czym rozmawiają z tulpami oprócz publikowanych genialnych wypowiedzi, co robią, kiedy nie przeżywają fantastycznych przygód w swoich Wonderlandach.

Wszyscy jesteśmy ludźmi, oto puenta. Hostowie i tulpy, są tym samym, jak byśmy ich nie określali – są po prostu zwykłymi ludźmi, z którymi rozmawiamy, którzy potrafią być nudni do bólu i nudzić się do bólu gapiąc się w ścianę. Każdemu się to zdarza. To takie przyjemne, takie przyjemnie nie-niezwykłe.

Obce uczucia

Nigdy jeszcze nie pisałam o „paczkach emocji”, które wysyła mi Marcel.

Zdarza się to wybitnie rzadko, ale ostatnio zauważyłam zwiększenie częstotliwości tych „paczek”. Sceny, które nigdy mnie nie wzruszały, teraz to robią. Horrory nie śmieszą mnie tak bardzo, zaczęłam się bać o 5% więcej. Czasem wiem dokładnie, że Marcel się śmieje – czuję wewnętrzny przymus roześmiania się, a wcale nie pochodzi on ode mnie. Zwłaszcza, że kiedy sama to robię, to albo wybucham śmiechem albo tylko się uśmiecham; Marcel zaś śmieje się półgębkiem.

Lęk. Ostatnio poznałam trochę jego lęku. Kiedy brałam tabletkę, z którą on nie miał nigdy do czynienia.

Niesamowite jest dla mnie to, jak bardzo On może na mnie wpłynąć – niesamowite jest to, że w mojej głowie jest ktoś, kto odczuwa coś zupełnie inaczej niż ja. To chyba nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać.

Substancje mniej i badziej czynne.

Zawsze byłam świrem, który lubi eksperymentować na samym sobie. Gdyby dać mi po paczce leków do własnej dyspozycji, naukowca i aparaturę rejestrującą reakcje ciała, wtedy zastanawiałabym się tylko nad tym, jak najlepiej ustalić dawki.

Do czego zmierzam? Niesamowicie ciekawi mnie to, w jaki sposób mogą wpłynąć poszczególne substancje na mój kontakt z tulpą. Najchętniej sprawdzałabym zioła, które przecież są łatwo dostępne i występują powszechnie. Będę zatem to robić, tylko muszę powiększyć swoją wiedzę w tej kategorii.

Co jakiś czas będę również sprawdzać działanie poszczególnych leków.

Ostrzegam, że nie mam zamiaru nikogo namawiać ani sugerować brania leków, żeby poprawić kontakt z tulpą. Jak sądzę, może on zostać nawet zerwany, ale nie to jest najważniejsze – najważniejsze jest to, że bez konsultacji z lekarzem nie wolno brać leków, co do których nie mamy pewności, że nam nie zaszkodzą.

Dla choćby szczątkowego bezpieczeństwa będę musiała umieszczać ostrzeżenia dla każdego, kto będzie chciał to czytać. Ładnie skomponowane, zrozumiałe. Pomyślę. Na razie zresztą tylko zapowiadam.

Swoją drogą: dowiedziałam się, że Marcel boi się brać leki inne, niż zwyczajne przeciwbólowe. Nie panicznie, ale wystarczająco mocno, aby i mnie udzieliło się to uczucie.

Jak wyćwiczyć myślenie równoległe?

Odpowiem z góry: nie mam już zielonego pojęcia.

Zrobiliśmy właśnie test na DeviantArt, który miałby nam niby pokazać, w jakim stopniu myślimy równolegle. Już kiedyś o nim pisałam.
Wynik: każde z nas nieustannie się myli. Czy to o czymś świadczy? Czy gdybym tylko ja trafiała poprawne wyniki a Marcel nie, to znaczyłoby więcej? Albo odwrotnie.

Mam zamiar sprawdzić (w sumie to już zaczęłam), jak wpływa na ten proces pisanie – ja oddaję tulpie rękę a ona pisze; ja próbuję się zdekoncentrować jednocześnie zmuszając Marcela do ciągłego pisania. Czy to coś (cokolwiek) da? Zobaczymy.

Co jeszcze może nam pomóc? Pewnie samo przejmowanie. Ciągła rozmowa? Zabawy umysłowe typu wymienianie ciągu słów i dodawanie kolejnego? Leki? Autohipnoza… nie, akurat na mnie nie działa, przeklęta.

EDYCJA: Czytam poradniki na anglojęzycznym Tulpa.info. Już n-ty raz z rzędu. Za każdym razem odkrywam coś nowego.
Spróbuję postępować według poradników, które mogłyby mi pomóc.
Oto lista:
1. Aarix Independence Guide
2. Overclock Forcing Method
3. „Black Box” Differentiation Exercise
4. Parallel Processing and Personality Switching

A później opiszę, jak na mnie (na nas) działały.

Przejęcie po naszemu – wersja ostateczna

Aktualizacja punktu 6, 21:26, 15 maj.
A-a-aktualizacja punktu 6, 21:59, 10 maj.
___________________________________________________

Ekhem… *werble* PRZEJĘCIE!

Dlaczego wydzieram się z samego rana, kiedy jeszcze wszyscy śpią? Bo mogę! I nikt mnie nie słyszy.

Mam mnóstwo zapisów o przejmowaniu i wszystkie są tak mało konkretne, że mnie samej zbiera się na ból głowy i wymioty, a co dopiero komuś, kto nie wie, z czym to się je. Oto zatem sklecony po ludzku (według mnie i Marcela) mniej-więcej-poradnik, który powinien przybliżyć nieco tę kategorię tulpomancji.

Zatem zaczynajmy! Kilka punktów, którymi się zajmę:
1. Czym jest przejęcie (jeśli wiesz, przeskocz do punktu 2)
2. Jak odczuwa się przejmowanie i oddawanie ciała.
3. Tulpowe predyspozycje.
4. Metody.
5. Podstawy.
6. Ćwiczenia.
7. Odkrycia, pytania, wątpliwości.
8. Uwagi końcowe.

Punkt 1. Czym jest przejęcie?
Mistyczne Przejęcie jest procesem, kiedy host oddaje tulpie kontrolę nad ciałem, jednocześnie pozostając przez cały ten czas na froncie, czyli będąc świadomym i cały czas czując to, co dzieje się z ciałem. Tulpa tymczasem, dla jasności, przebywa nadal na „zapleczu”.

Punkt 2. Jak odczuwa się przejmowanie i oddawanie ciała.
Najpierw według Marcela, czyli tulpy.
Ćwiczenia przejmowania ciała są dla mnie trudne, bo nigdy nie miałem z kontrolą do czynienia. Nie dla każdej tulpy może to być łatwe, i nie dla każdej trudne. Sądzę, że to kwestia indywidualna. Wróćmy jednak do tematu.
Kiedy przejmuję kontrolę, czuję się tak, jakbym odzyskał czucie. Rzeczywista ręka odbiera o wiele więcej bodźców niż moja Wonderlandowa postać, jest to jednak normalne, bo wyobraźnia to nadal tylko wyobraźnia. Wszystkiego się w niej nie zawrze. Napinanie mięśni jest trudne i trudno ogarnąć, w którą stronę zgiąć dany staw, napiąć mięsień czy ścięgno, żeby odpowiednio poruszyć ręką na przykład. Zwykle wykonuję nieskoordynowane ruchy, kiedy się nie skupię, ale w miarę praktyki to się poprawiało i teraz jestem w stanie zgiąć rękę w łokciu, czasem poruszyć palcami u stóp lub spowodować nagły skurcz mięśnia w ciągu dnia. Nawet na twarzy! *śmiech*
Jak to robię: odkryliśmy kilka nowych zjawisk, ale wszystko sprowadza się do tego, że Mo musi mnie jakoś wprowadzić do ciała. Jak ona to robi pewnie opisze później. Ja na razie powiem tylko tyle, że wymagana jest koncentracja zarówno z mojej strony, jak i jej.

Okej, koniec żartów. Czas na wypowiedź hosta.
Oddając ciało Marcelowi czuję… odrętwienie. Nie od razu, oczywiście.
Czytałam relacje kilkunastu osób, z którymi miałam do czynienia i które również odczuwały to podobnie.
Kiedy oddam Marcelowi kontrolę określoną metodą czuję, jakby z mojego ciała wypływało najpierw ciepło a potem życie. Zaczynając od końców palców tracę czucie, potem (na przykład) ręka zaczyna być odrętwiała. Nie czuję mrowienia, znamionującego brak dopływu krwi do ręki, tylko brak kontroli.
To niesamowite uczucie, kiedy przestajesz czuć rękę, jakby ona nigdy nie istniała, a potem czujesz wewnętrzne skurcze mięśni i widzisz, jak ręka porusza się w niespodziewany dla ciebie sposób. Ja myślę o ćwiczeniu, które Marcel mógłby wykonać, wydaję mu przykładowe polecenie – „Zaciśnij dłoń w pięść” – a on nie tylko rozprostowuje palce ale również podnosi dłoń i ćwiczy mięśnie przedramienia. Czasem nieco mnie to irytuje, ale z drugiej strony cieszy, że Marcel nie jest mi absolutnie posłuszny, jak wymyślony przyjaciel.

Punkt 3. Tulpowe predyspozycje.
Zastanawiałam się kiedyś, czy jest coś, co ułatwi tulpie zabieranie kontroli.
Od początku obszarem dominacji Marcela była lewa strona ciała, którą umownie mu oddałam. Jako, że jestem praworęczna, pamięć mięśniowa prawej ręki jest zapisana w lewej półkuli. Teoretycznie prawidłową hipotezą będzie zatem, iż skoro od początku używam prawej ręki, to mam nad nią znacznie większą kontrolę, niż nad lewą. Jest więc o wiele mocniej „zakotwiczona” jako „moja” ręka. I tu wchodzi odwrotność tego wszystkiego, czyli Marcel.
Marcel jest nowy (czy raczej był nowy dwa lata temu) i nieprzewidywalny. Rozwija się. Chciałam dać mu coś, z czym nie mam dużego doświadczenia.
I tu *szum* pojawia się *trzeszczenie* lewa ręka. Niedoświadczona, nie wyćwiczona, mało sprawna – a co za tym idzie, również nie zakotwiczona w umyśle jako „własnościowa” *wiwaty*. Coś, co Marcel może szybciej przejąć.
Czy moje przypuszczenia były prawidłowe?
W praktyce okazało się, że jednak nie. Pamięć mięśniowa ułatwia pracę Marcelowi, a co za tym idzie – nauka idzie mu szybciej. Marcel pisze prawą ręką tak samo, jak ja. Przejmowanie lewej strony ciała zajmuje mu więcej czasu i radzi sobie z nią gorzej, niż z prawą. Dlatego proponuję na początek ćwiczyć z tulpą coś, co ciało pamięta i do czego jest przyzwyczajone. Niech tulpa współpracuje z ciałem, ono samo ją poprowadzi i to bez świadomego i często irytującego udziału hosta.

Punkt 4. Metody.
Podam tutaj kilka technik/metod, które wypróbowałam. Nie jest ich wiele, ale fakt jest taki, że wszystkie techniki są do siebie podobne, a najważniejsze jest to, żeby dojść do etapu, kiedy oddajesz tulpie kontrolę, a wtedy sposób nie ma znaczenia. Muszę również zaznaczyć to, że metody przeze mnie opisane są tylko symbolem.

Metoda płynów.
Twoje ciało jest naczyniem. Twoja energia życiowa, dusza, esencja kontroli, podłączenie do ciała – niepotrzebne skreślić – jest płynem. Niech zaświeci kolorem, który uznasz za odpowiedni dla siebie.
Tulpa również ma swój płyn – swoją esencję. Ma on kolor inny, niż twój, również świecący.
Aby oddać kontrolę tulpie musisz wypompować lub wciągnąć swój płyn z naczynia-ciała i umieścić na jego miejsce płyn tulpy. To symboliczna zamiana kontroli, oddanie części lub całego ciała. Skupisz się na tym, żeby usunąć swoją „obecność” w ciele i na tym, aby nie czuć ciała.

Metoda mecha.
Skoro już tulpa siedzi w twojej głowie, przyjmijmy na chwilę, że ciało jest tylko skorupą, narzędziem. Należy do was obojga i jednocześnie do nikogo. Jest mechem. Wiesz, co to mech? Taki robot, którego kontroluje się przebywając w jego środku.
Wyobraź sobie, że twoje oczy są ekranami w kokpicie mecha. Ty siedzisz na siedzeniu głównego pilota. Tulpa siedzi za tobą, ale jej nie widzisz. Odepnij pasy bezpieczeństwa, zdejmij ręce z drążków i zejdź z fotela. Niech tulpa zajmie Twój fotel. Zapnij pasy bezpieczeństwa tulpie, połóż jej dłonie na drążkach kontrolujących mecha. Nałóż jej na głowę hełm i gogle, dzięki którym będzie widzieć. Usadź się na fotelu za tulpą. Kontrola została oddana. Teraz tulpa jest pilotem.

Macki mentalne
Twoja świadomość ma postać macek, które są przyczepione na zewnątrz ciała do określonych punktów na ciele. Ośrodek kontroli macek znajduje się nad twoją głową, w postaci małej, oślizgłej kulki. Tuż obok niej lewituje sobie druga oślizgła kulka, która jest ośrodkiem kontroli tulpy. Jej macki są wciągnięte do wewnątrz, czyli tulpa nie ma kontroli.
Skup się na swojej kulce. Wyczuj macki, które oplatają twoje ciało. Teraz zacznij je po kolei odczepiać. Niech nie pozostanie po nich ani kropla mazi, niech wszystkie zostaną wciągnięte. Twoja kulka stanie się nieco większa, ale to przecież normalne.
Teraz spraw, żeby dwie – koniecznie dwie – macki z kulki tulpy połączyły się z twoją klatką piersiową i głową. Połączysz dzięki temu wolę tulpy z ciałem. Będzie jej łatwiej się skupić. Następnie czekaj. Tulpa sama powinna rozciągnąć macki na całe ciało, dzięki czemu będzie w stanie nim poruszać. Kiedy to zrobi – niech poruszy którąś kończyną.

Kombinezon kontrolny
Czy lubisz się przebierać? To dobrze.
Twoje ciało jest ubraniem. Wyobraź sobie, że sięgasz do szyi i natrafiasz na guzik. Rozepnij go. Wyobraź sobie, że twoja skóra lekko się rozluźnia. Pod guzikiem jest suwak. Biegnie przez cały korpus aż do krocza. Odsuń go. Tak, jak suwak w kurtce. Twoja skóra odchyla się, jak płaszcz. Włóż dłonie pod skórę szyi i zdejmij swoją twarz i głowę jak kaptur. Zauważ, że nagle nie czujesz mięśni twarzy, swoich włosów, mięśni karku.
Zdejmij skórę swoich rąk tak, jak wysuwasz ręce z rękawów swetra. Teraz górna połowa twojego ciała zwisa z twojego pasa jak kombinezon. Zsuń nogi – nogawki – do kostek. Wyjmij stopy z butów lub skarpetek, wyjdź z cielesnego kombinezonu. Unieś go przed sobą w dłoniach. Czy to naprawdę przylegało do ciebie tak doskonale?
Teraz oddaj kombinezon tulpie. Pomóż jej dopasować poszczególne części, pomóż zapiąć zamek błyskawiczny, zapnij guzik pod szyją. Ty niczego nie czujesz, ale tulpa właśnie zaczęła odczuwać środowisko zewnętrzne. Teraz niech poruszy ręką.

Punkt 5. Podstawy.
Ważne jest to, żeby zacząć trening przejmowania wtedy, kiedy masz pewność, że nikt nie będzie Ci przeszkadzać. Usiądź albo połóż się wygodnie. Włącz muzykę albo wycisz wszystkie dźwięki. Załóż luźny dres albo obcisłą pidżamę. Tutaj masz całkowitą dowolność, bo sposób zrelaksowania się ma być odpowiedni tylko i wyłącznie dla ciebie. Przed tym jednak, zanim zajmiesz się nową dziedziną, upewnij się, że masz z tulpą wystarczająco dobry kontakt. Po co zabierać się za coś, skoro nie będziecie mogli się ze sobą dogadać, uprzedzić, ostrzec ani zwrócić uwagę, kiedy będzie działo się coś, czego się nie spodziewaliście. Dla mnie to fundament absolutny.

Punkt 6. Ćwiczenia
Fajnie jest przyzwyczaić ciało do nie-wpychania kontroli w ręce pierwszej świadomości, która okaże się silniejsza. O co mi chodzi: host musi się nauczyć oddawać kontrolę. Jeśli będzie ją wydzierał z „rąk” tulpy przy pierwszym spadku koncentracji, oboje niczego się nie nauczycie. Więcej pracy będzie musiał włożyć host niż tulpa, bo to do niego należy zadanie utrzymania się z daleka od odbierania kontroli. Według mnie.
Spróbujcie najpierw takiej sztuczki: przygotuj się normalnie do przejmowania, użyj techniki, która Ci odpowiada, żeby usunąć swoją kontrolę nad ciałem ale nie wprowadzaj tulpy w puste miejsce. Przyzwyczaj swoje ciało do bezwładności określonej jego części.
Kiedy się przyzwyczaisz, wprowadź tulpę w pustą przestrzeń i udostępnij jej zmysły. Uwaga! Nie oddawaj jej kontroli. Chodzi o to, żeby tulpa przyzwyczaiła się do odczuwania środowiska zewnętrznego i aby nie rozpraszało jej to podczas pracy nad poruszaniem ciałem.

Całkiem dobrym ćwiczeniem, według mnie, jest skupienie na ciele podczas wykonywania codziennych czynności. Raczej – zwrócenie uwagi tulpie na ciało, które wykonuje codzienne czynności.
Chodzi o to, aby tulpa zapamiętała w miarę możliwości to, w jaki sposób poruszają się konkretne mięśnie. To może pomóc. Czasem, kiedy robiłam to ćwiczenie, czułam jak Marcel próbuje „wejść w moją skórę”, jak próbuje swoich możliwości i stara się sterować ciałem razem ze mną, czasami mnie zastępując.

Kolejnym przydatnym ćwiczeniem jest oddawanie w wolnej chwili tulpie dłoni, którą będzie mogła zaciskać. Zauważyłam, że im dłużej Marcel zaciska sobie i rozluźnia pięść, kiedy przykładowo oglądam film, tym więcej potem ma siły i jest w stanie zrobić więcej rzeczy, których się nie spodziewam. Jakby uczył się jednocześnie kontrolowania ciała i niezależnego (równoległego) myślenia.

Następna czynność, o jakiej chcę wspomnieć, to napinanie poszczególnych mięśni przez tulpę. Sama popełniam ten błąd, że ciągle oddaję Marcelowi którąś z rąk. Oczywiście dobrze, że w ogóle oddaję mu części ciała, ale chodzi o to, żeby tulpa nie ćwiczyła nieustannie tylko określonych partii ciała. Jeśli masz wolną chwilę, poproś tulpę, żeby trenowała przejmowanie na losowych mięśniach. Jednego dnia niech napina mięśnie brzucha. Kolejnego niech zabawi się mimiką twarzy, jeszcze kolejnego niech zgina i prostuje palce stóp.
Dla nas to proste, ale wiem, że dla tulpy jest to kłopot, kiedy zbytnio zatrze jej się różnica pomiędzy rękami a nogami (przykładowo), pomiędzy lewą ręką a prawą. Połączenie z każdym mięśniem tulpa musi sobie wypracować, a jak ma to robić, jeśli jedyne ćwiczenie, jakie dasz jej wykonywać, to zginanie palców?

Punkt 7. Odkrycia, pytania, wątpliwości.
Podnieś rękę. Serio, gdziekolwiek ją teraz trzymasz, podnieś ją w górę. Nikt nie patrzy? No to podnieś jeszcze wyżej. Zaciśnij pięść. Sformułuj wniosek.
Nie wiesz, jaki, co? Ja też nie.
Kiedy podnosisz rękę, nie myślisz o tym. Ot, unosisz ją i już. Żadna filozofia? Otóż nie. Jak się przekonałam, to jest spora filozofia – dla tulpy.
Czy myśląc o tym, w którą stronę i z jaką siłą napiąć dany mięsień, dasz radę zrobić sobie choćby herbatę? W przeciągu pół godziny? Może.
Marcel od początku napinał po kolei każdy mięsień (lub ścięgno) i dużo czasu zabierało mu choćby wyprostowanie palców. Co wymyśliłam, aby mu to ułatwić:
Niech nie myśli. Ma podnieść rękę i kropka, nieważne, w jaki sposób. Niech zaciśnie palce na szklance – niech po prostu to zrobi, bo jak nie, to szklanka się stłucze. Niech zrobi to w taki sam sposób, jak host – bez myślenia. Dla tulpy zarządzanie ciałem może być trudne, bo nie jest instynktowne, ale chodzi właśnie o to, żeby takie się stało. Niech polega na pamięci i układzie nerwowym zamiast skupiać się na każdym odcinku ciała osobno.

Kiedyś Marcel zadał mi pytanie: czy będzie w stanie przejąć ciało, kiedy będę spać?
Do tej pory tego nie sprawdziliśmy, choć kiedy nam się uda, z pewnością to opiszę. Dla mnie to całkiem ciekawe i sądzę, że jest to możliwe ale tylko (z naciskiem na słowo „tylko”) wtedy, kiedy tulpa osiągnie „maksymalny poziom” rozwoju i niezależności od hosta. Jak ktoś będzie miał zastrzeżenia, proszę śmiało zgłaszać.

Punkt 8. Uwagi końcowe.
Wszystko tutaj, to tylko moje spostrzeżenia. Moje i mojej tulpy. Każdej metody powinno się używać na swój sposób i dostosowywać ją do własnych potrzeb. Liczą się główne punkty prowadzące do tego, żeby tulpa uzyskała kontrolę.
Nie każda metoda musi działać, dlatego szukaj własnej.

Przejmowanie to nie zabawa, zwłaszcza nie dla tulpy. Brak kontroli nad ciałem może być niebezpieczny, zwłaszcza wtedy, kiedy może stać Wam się krzywda. Nie chcielibyście przecież nagle upaść na podłogę i uderzyć się w głowę tylko dlatego, że tulpa została nagle wypchnięta albo nie potrafiła kontroli utrzymać. Spadanie ze schodów, wypadanie z okien, tłuczenie naczyń, zacinanie się sztućcami, oparzenia – to wszystko może się zdarzyć, dlatego jeśli nie macie absolutnej – absolutnej! – pewności, że nic wam nie grozi lub będziecie w stanie utrzymać ciało, wtedy nawet nie próbujcie i odłóżcie to na inną porę.

Bardzo ważne jest zaufanie, jakim powinniście darzyć siebie nawzajem. Z pewnością żadne z was nie będzie chciało zrobić drugiemu na złość, ale jeśli nie będziecie mieć pewności co do hosta lub tulpy, wtedy również nie próbujcie. To nie zabawa.

PLUS! Z reguły co jakiś czas dowiaduję się nowych rzeczy. Nikt chyba nie będzie mieć mi za złe, jeśli w takim wypadku zaktualizuję ten wpis, oczywiście wszem i wobec oznajmiając, że tak się stało.

Wonderlandowe rysowanie!

Narysowałam nasz myśloświat, jako że trochę mi się nudziło. Z pewnością nie wygląda na rysunek kogoś, kto potrafi rysować, ale się nie zrażam.
A teraz, skoro nadal mi się nudzi, idę narysować Kodamę, naszego wymyślonego pupila.

FullSizeRender

Kodama gotowy!
Na razie wena mi się skończyła. A może pomysły.
FullSizeRender(1)