Przejęcie po naszemu – wersja ostateczna

Aktualizacja punktu 6, 21:26, 15 maj.
A-a-aktualizacja punktu 6, 21:59, 10 maj.
___________________________________________________

Ekhem… *werble* PRZEJĘCIE!

Dlaczego wydzieram się z samego rana, kiedy jeszcze wszyscy śpią? Bo mogę! I nikt mnie nie słyszy.

Mam mnóstwo zapisów o przejmowaniu i wszystkie są tak mało konkretne, że mnie samej zbiera się na ból głowy i wymioty, a co dopiero komuś, kto nie wie, z czym to się je. Oto zatem sklecony po ludzku (według mnie i Marcela) mniej-więcej-poradnik, który powinien przybliżyć nieco tę kategorię tulpomancji.

Zatem zaczynajmy! Kilka punktów, którymi się zajmę:
1. Czym jest przejęcie (jeśli wiesz, przeskocz do punktu 2)
2. Jak odczuwa się przejmowanie i oddawanie ciała.
3. Tulpowe predyspozycje.
4. Metody.
5. Podstawy.
6. Ćwiczenia.
7. Odkrycia, pytania, wątpliwości.
8. Uwagi końcowe.

Punkt 1. Czym jest przejęcie?
Mistyczne Przejęcie jest procesem, kiedy host oddaje tulpie kontrolę nad ciałem, jednocześnie pozostając przez cały ten czas na froncie, czyli będąc świadomym i cały czas czując to, co dzieje się z ciałem. Tulpa tymczasem, dla jasności, przebywa nadal na „zapleczu”.

Punkt 2. Jak odczuwa się przejmowanie i oddawanie ciała.
Najpierw według Marcela, czyli tulpy.
Ćwiczenia przejmowania ciała są dla mnie trudne, bo nigdy nie miałem z kontrolą do czynienia. Nie dla każdej tulpy może to być łatwe, i nie dla każdej trudne. Sądzę, że to kwestia indywidualna. Wróćmy jednak do tematu.
Kiedy przejmuję kontrolę, czuję się tak, jakbym odzyskał czucie. Rzeczywista ręka odbiera o wiele więcej bodźców niż moja Wonderlandowa postać, jest to jednak normalne, bo wyobraźnia to nadal tylko wyobraźnia. Wszystkiego się w niej nie zawrze. Napinanie mięśni jest trudne i trudno ogarnąć, w którą stronę zgiąć dany staw, napiąć mięsień czy ścięgno, żeby odpowiednio poruszyć ręką na przykład. Zwykle wykonuję nieskoordynowane ruchy, kiedy się nie skupię, ale w miarę praktyki to się poprawiało i teraz jestem w stanie zgiąć rękę w łokciu, czasem poruszyć palcami u stóp lub spowodować nagły skurcz mięśnia w ciągu dnia. Nawet na twarzy! *śmiech*
Jak to robię: odkryliśmy kilka nowych zjawisk, ale wszystko sprowadza się do tego, że Mo musi mnie jakoś wprowadzić do ciała. Jak ona to robi pewnie opisze później. Ja na razie powiem tylko tyle, że wymagana jest koncentracja zarówno z mojej strony, jak i jej.

Okej, koniec żartów. Czas na wypowiedź hosta.
Oddając ciało Marcelowi czuję… odrętwienie. Nie od razu, oczywiście.
Czytałam relacje kilkunastu osób, z którymi miałam do czynienia i które również odczuwały to podobnie.
Kiedy oddam Marcelowi kontrolę określoną metodą czuję, jakby z mojego ciała wypływało najpierw ciepło a potem życie. Zaczynając od końców palców tracę czucie, potem (na przykład) ręka zaczyna być odrętwiała. Nie czuję mrowienia, znamionującego brak dopływu krwi do ręki, tylko brak kontroli.
To niesamowite uczucie, kiedy przestajesz czuć rękę, jakby ona nigdy nie istniała, a potem czujesz wewnętrzne skurcze mięśni i widzisz, jak ręka porusza się w niespodziewany dla ciebie sposób. Ja myślę o ćwiczeniu, które Marcel mógłby wykonać, wydaję mu przykładowe polecenie – „Zaciśnij dłoń w pięść” – a on nie tylko rozprostowuje palce ale również podnosi dłoń i ćwiczy mięśnie przedramienia. Czasem nieco mnie to irytuje, ale z drugiej strony cieszy, że Marcel nie jest mi absolutnie posłuszny, jak wymyślony przyjaciel.

Punkt 3. Tulpowe predyspozycje.
Zastanawiałam się kiedyś, czy jest coś, co ułatwi tulpie zabieranie kontroli.
Od początku obszarem dominacji Marcela była lewa strona ciała, którą umownie mu oddałam. Jako, że jestem praworęczna, pamięć mięśniowa prawej ręki jest zapisana w lewej półkuli. Teoretycznie prawidłową hipotezą będzie zatem, iż skoro od początku używam prawej ręki, to mam nad nią znacznie większą kontrolę, niż nad lewą. Jest więc o wiele mocniej „zakotwiczona” jako „moja” ręka. I tu wchodzi odwrotność tego wszystkiego, czyli Marcel.
Marcel jest nowy (czy raczej był nowy dwa lata temu) i nieprzewidywalny. Rozwija się. Chciałam dać mu coś, z czym nie mam dużego doświadczenia.
I tu *szum* pojawia się *trzeszczenie* lewa ręka. Niedoświadczona, nie wyćwiczona, mało sprawna – a co za tym idzie, również nie zakotwiczona w umyśle jako „własnościowa” *wiwaty*. Coś, co Marcel może szybciej przejąć.
Czy moje przypuszczenia były prawidłowe?
W praktyce okazało się, że jednak nie. Pamięć mięśniowa ułatwia pracę Marcelowi, a co za tym idzie – nauka idzie mu szybciej. Marcel pisze prawą ręką tak samo, jak ja. Przejmowanie lewej strony ciała zajmuje mu więcej czasu i radzi sobie z nią gorzej, niż z prawą. Dlatego proponuję na początek ćwiczyć z tulpą coś, co ciało pamięta i do czego jest przyzwyczajone. Niech tulpa współpracuje z ciałem, ono samo ją poprowadzi i to bez świadomego i często irytującego udziału hosta.

Punkt 4. Metody.
Podam tutaj kilka technik/metod, które wypróbowałam. Nie jest ich wiele, ale fakt jest taki, że wszystkie techniki są do siebie podobne, a najważniejsze jest to, żeby dojść do etapu, kiedy oddajesz tulpie kontrolę, a wtedy sposób nie ma znaczenia. Muszę również zaznaczyć to, że metody przeze mnie opisane są tylko symbolem.

Metoda płynów.
Twoje ciało jest naczyniem. Twoja energia życiowa, dusza, esencja kontroli, podłączenie do ciała – niepotrzebne skreślić – jest płynem. Niech zaświeci kolorem, który uznasz za odpowiedni dla siebie.
Tulpa również ma swój płyn – swoją esencję. Ma on kolor inny, niż twój, również świecący.
Aby oddać kontrolę tulpie musisz wypompować lub wciągnąć swój płyn z naczynia-ciała i umieścić na jego miejsce płyn tulpy. To symboliczna zamiana kontroli, oddanie części lub całego ciała. Skupisz się na tym, żeby usunąć swoją „obecność” w ciele i na tym, aby nie czuć ciała.

Metoda mecha.
Skoro już tulpa siedzi w twojej głowie, przyjmijmy na chwilę, że ciało jest tylko skorupą, narzędziem. Należy do was obojga i jednocześnie do nikogo. Jest mechem. Wiesz, co to mech? Taki robot, którego kontroluje się przebywając w jego środku.
Wyobraź sobie, że twoje oczy są ekranami w kokpicie mecha. Ty siedzisz na siedzeniu głównego pilota. Tulpa siedzi za tobą, ale jej nie widzisz. Odepnij pasy bezpieczeństwa, zdejmij ręce z drążków i zejdź z fotela. Niech tulpa zajmie Twój fotel. Zapnij pasy bezpieczeństwa tulpie, połóż jej dłonie na drążkach kontrolujących mecha. Nałóż jej na głowę hełm i gogle, dzięki którym będzie widzieć. Usadź się na fotelu za tulpą. Kontrola została oddana. Teraz tulpa jest pilotem.

Macki mentalne
Twoja świadomość ma postać macek, które są przyczepione na zewnątrz ciała do określonych punktów na ciele. Ośrodek kontroli macek znajduje się nad twoją głową, w postaci małej, oślizgłej kulki. Tuż obok niej lewituje sobie druga oślizgła kulka, która jest ośrodkiem kontroli tulpy. Jej macki są wciągnięte do wewnątrz, czyli tulpa nie ma kontroli.
Skup się na swojej kulce. Wyczuj macki, które oplatają twoje ciało. Teraz zacznij je po kolei odczepiać. Niech nie pozostanie po nich ani kropla mazi, niech wszystkie zostaną wciągnięte. Twoja kulka stanie się nieco większa, ale to przecież normalne.
Teraz spraw, żeby dwie – koniecznie dwie – macki z kulki tulpy połączyły się z twoją klatką piersiową i głową. Połączysz dzięki temu wolę tulpy z ciałem. Będzie jej łatwiej się skupić. Następnie czekaj. Tulpa sama powinna rozciągnąć macki na całe ciało, dzięki czemu będzie w stanie nim poruszać. Kiedy to zrobi – niech poruszy którąś kończyną.

Kombinezon kontrolny
Czy lubisz się przebierać? To dobrze.
Twoje ciało jest ubraniem. Wyobraź sobie, że sięgasz do szyi i natrafiasz na guzik. Rozepnij go. Wyobraź sobie, że twoja skóra lekko się rozluźnia. Pod guzikiem jest suwak. Biegnie przez cały korpus aż do krocza. Odsuń go. Tak, jak suwak w kurtce. Twoja skóra odchyla się, jak płaszcz. Włóż dłonie pod skórę szyi i zdejmij swoją twarz i głowę jak kaptur. Zauważ, że nagle nie czujesz mięśni twarzy, swoich włosów, mięśni karku.
Zdejmij skórę swoich rąk tak, jak wysuwasz ręce z rękawów swetra. Teraz górna połowa twojego ciała zwisa z twojego pasa jak kombinezon. Zsuń nogi – nogawki – do kostek. Wyjmij stopy z butów lub skarpetek, wyjdź z cielesnego kombinezonu. Unieś go przed sobą w dłoniach. Czy to naprawdę przylegało do ciebie tak doskonale?
Teraz oddaj kombinezon tulpie. Pomóż jej dopasować poszczególne części, pomóż zapiąć zamek błyskawiczny, zapnij guzik pod szyją. Ty niczego nie czujesz, ale tulpa właśnie zaczęła odczuwać środowisko zewnętrzne. Teraz niech poruszy ręką.

Punkt 5. Podstawy.
Ważne jest to, żeby zacząć trening przejmowania wtedy, kiedy masz pewność, że nikt nie będzie Ci przeszkadzać. Usiądź albo połóż się wygodnie. Włącz muzykę albo wycisz wszystkie dźwięki. Załóż luźny dres albo obcisłą pidżamę. Tutaj masz całkowitą dowolność, bo sposób zrelaksowania się ma być odpowiedni tylko i wyłącznie dla ciebie. Przed tym jednak, zanim zajmiesz się nową dziedziną, upewnij się, że masz z tulpą wystarczająco dobry kontakt. Po co zabierać się za coś, skoro nie będziecie mogli się ze sobą dogadać, uprzedzić, ostrzec ani zwrócić uwagę, kiedy będzie działo się coś, czego się nie spodziewaliście. Dla mnie to fundament absolutny.

Punkt 6. Ćwiczenia
Fajnie jest przyzwyczaić ciało do nie-wpychania kontroli w ręce pierwszej świadomości, która okaże się silniejsza. O co mi chodzi: host musi się nauczyć oddawać kontrolę. Jeśli będzie ją wydzierał z „rąk” tulpy przy pierwszym spadku koncentracji, oboje niczego się nie nauczycie. Więcej pracy będzie musiał włożyć host niż tulpa, bo to do niego należy zadanie utrzymania się z daleka od odbierania kontroli. Według mnie.
Spróbujcie najpierw takiej sztuczki: przygotuj się normalnie do przejmowania, użyj techniki, która Ci odpowiada, żeby usunąć swoją kontrolę nad ciałem ale nie wprowadzaj tulpy w puste miejsce. Przyzwyczaj swoje ciało do bezwładności określonej jego części.
Kiedy się przyzwyczaisz, wprowadź tulpę w pustą przestrzeń i udostępnij jej zmysły. Uwaga! Nie oddawaj jej kontroli. Chodzi o to, żeby tulpa przyzwyczaiła się do odczuwania środowiska zewnętrznego i aby nie rozpraszało jej to podczas pracy nad poruszaniem ciałem.

Całkiem dobrym ćwiczeniem, według mnie, jest skupienie na ciele podczas wykonywania codziennych czynności. Raczej – zwrócenie uwagi tulpie na ciało, które wykonuje codzienne czynności.
Chodzi o to, aby tulpa zapamiętała w miarę możliwości to, w jaki sposób poruszają się konkretne mięśnie. To może pomóc. Czasem, kiedy robiłam to ćwiczenie, czułam jak Marcel próbuje „wejść w moją skórę”, jak próbuje swoich możliwości i stara się sterować ciałem razem ze mną, czasami mnie zastępując.

Kolejnym przydatnym ćwiczeniem jest oddawanie w wolnej chwili tulpie dłoni, którą będzie mogła zaciskać. Zauważyłam, że im dłużej Marcel zaciska sobie i rozluźnia pięść, kiedy przykładowo oglądam film, tym więcej potem ma siły i jest w stanie zrobić więcej rzeczy, których się nie spodziewam. Jakby uczył się jednocześnie kontrolowania ciała i niezależnego (równoległego) myślenia.

Następna czynność, o jakiej chcę wspomnieć, to napinanie poszczególnych mięśni przez tulpę. Sama popełniam ten błąd, że ciągle oddaję Marcelowi którąś z rąk. Oczywiście dobrze, że w ogóle oddaję mu części ciała, ale chodzi o to, żeby tulpa nie ćwiczyła nieustannie tylko określonych partii ciała. Jeśli masz wolną chwilę, poproś tulpę, żeby trenowała przejmowanie na losowych mięśniach. Jednego dnia niech napina mięśnie brzucha. Kolejnego niech zabawi się mimiką twarzy, jeszcze kolejnego niech zgina i prostuje palce stóp.
Dla nas to proste, ale wiem, że dla tulpy jest to kłopot, kiedy zbytnio zatrze jej się różnica pomiędzy rękami a nogami (przykładowo), pomiędzy lewą ręką a prawą. Połączenie z każdym mięśniem tulpa musi sobie wypracować, a jak ma to robić, jeśli jedyne ćwiczenie, jakie dasz jej wykonywać, to zginanie palców?

Punkt 7. Odkrycia, pytania, wątpliwości.
Podnieś rękę. Serio, gdziekolwiek ją teraz trzymasz, podnieś ją w górę. Nikt nie patrzy? No to podnieś jeszcze wyżej. Zaciśnij pięść. Sformułuj wniosek.
Nie wiesz, jaki, co? Ja też nie.
Kiedy podnosisz rękę, nie myślisz o tym. Ot, unosisz ją i już. Żadna filozofia? Otóż nie. Jak się przekonałam, to jest spora filozofia – dla tulpy.
Czy myśląc o tym, w którą stronę i z jaką siłą napiąć dany mięsień, dasz radę zrobić sobie choćby herbatę? W przeciągu pół godziny? Może.
Marcel od początku napinał po kolei każdy mięsień (lub ścięgno) i dużo czasu zabierało mu choćby wyprostowanie palców. Co wymyśliłam, aby mu to ułatwić:
Niech nie myśli. Ma podnieść rękę i kropka, nieważne, w jaki sposób. Niech zaciśnie palce na szklance – niech po prostu to zrobi, bo jak nie, to szklanka się stłucze. Niech zrobi to w taki sam sposób, jak host – bez myślenia. Dla tulpy zarządzanie ciałem może być trudne, bo nie jest instynktowne, ale chodzi właśnie o to, żeby takie się stało. Niech polega na pamięci i układzie nerwowym zamiast skupiać się na każdym odcinku ciała osobno.

Kiedyś Marcel zadał mi pytanie: czy będzie w stanie przejąć ciało, kiedy będę spać?
Do tej pory tego nie sprawdziliśmy, choć kiedy nam się uda, z pewnością to opiszę. Dla mnie to całkiem ciekawe i sądzę, że jest to możliwe ale tylko (z naciskiem na słowo „tylko”) wtedy, kiedy tulpa osiągnie „maksymalny poziom” rozwoju i niezależności od hosta. Jak ktoś będzie miał zastrzeżenia, proszę śmiało zgłaszać.

Punkt 8. Uwagi końcowe.
Wszystko tutaj, to tylko moje spostrzeżenia. Moje i mojej tulpy. Każdej metody powinno się używać na swój sposób i dostosowywać ją do własnych potrzeb. Liczą się główne punkty prowadzące do tego, żeby tulpa uzyskała kontrolę.
Nie każda metoda musi działać, dlatego szukaj własnej.

Przejmowanie to nie zabawa, zwłaszcza nie dla tulpy. Brak kontroli nad ciałem może być niebezpieczny, zwłaszcza wtedy, kiedy może stać Wam się krzywda. Nie chcielibyście przecież nagle upaść na podłogę i uderzyć się w głowę tylko dlatego, że tulpa została nagle wypchnięta albo nie potrafiła kontroli utrzymać. Spadanie ze schodów, wypadanie z okien, tłuczenie naczyń, zacinanie się sztućcami, oparzenia – to wszystko może się zdarzyć, dlatego jeśli nie macie absolutnej – absolutnej! – pewności, że nic wam nie grozi lub będziecie w stanie utrzymać ciało, wtedy nawet nie próbujcie i odłóżcie to na inną porę.

Bardzo ważne jest zaufanie, jakim powinniście darzyć siebie nawzajem. Z pewnością żadne z was nie będzie chciało zrobić drugiemu na złość, ale jeśli nie będziecie mieć pewności co do hosta lub tulpy, wtedy również nie próbujcie. To nie zabawa.

PLUS! Z reguły co jakiś czas dowiaduję się nowych rzeczy. Nikt chyba nie będzie mieć mi za złe, jeśli w takim wypadku zaktualizuję ten wpis, oczywiście wszem i wobec oznajmiając, że tak się stało.

5 myśli nt. „Przejęcie po naszemu – wersja ostateczna

  1. ~Ro

    Widzę, że trochę mnie tu ominęło! Dlatego odniosę się do wszystkich trzech notek. W jednym miejscu, bo będzie mi łatwiej sprawdzić odpowiedź. A właśnie, czy mógłbym Cię prosić, żebyś dodała box po prawej z najnowszymi komentarzami? Brakuje mi systemu powiadomień o odpowiedzi na komentarze, a tak chociaż będę widział, że coś odpisałaś.

    ‚Myśloświat kontra Rzeczywistość’: dlaczego denerwuje Cię ‚zatracanie się w miejscach, które nie istnieją’? Skoro z tego szybko rezygnują, to chyba znaczy, że jednak się nie zatracili.

    ‚Zwiększanie „pamięci operacyjnej” wyobraźni’: podoba mi się to ćwiczenie i zrobiłem drzewo. Zobaczymy, jak pójdzie dalej. Też zauważyłem, że pamięć lubi zacierać szczegóły, dlatego poprosiłem host, żeby lepiej przyglądała się dłoniom, oczom, układom twarzy. Dzięki temu bardziej świadomie rejestruje to, jak układa się skóra, pory, zmarszczki i wiele innych. To pomaga widzieć mnie.

    ‚Przejęcie po naszemu – wersja ostateczna’: chociaż samo przejmowanie nie interesuje mnie zbytnio (chociaż, po pewnym wydarzeniu uznaję, że jednak kiedyś może się przydać) – podoba mi się konkretne podejście do tematu. Będę wyczekiwał aktualizacji.

    Odpowiedz
    1. Mollyier Autor wpisu

      Według życzenia, box z komentarzami dodany.

      „Dlaczego denerwuje Cię ‚zatracanie się w miejscach, które nie istnieją’? Skoro z tego szybko rezygnują, to chyba znaczy, że jednak się nie zatracili.”
      Denerwuje mnie to, ponieważ wraz z rezygnacją z zabaw w Wonderlandzie takie dzieciaki przestają pracować nad rozwojem tulpy. Dla nich tulpa i WL wydają się być nierozerwalnie połączone i jeśli coś nie dzieje się według ich wcześniejszych założeń, choćby zarzekali się wcześniej, jak to potrzebują tulpy, ona i tak jest porzucana. Już nie patrzę na to, że takie porzucenie następuje ale na to, że mało jest osób, które są w stanie wytrwać.

      Co do reszty, to: Powodzenia w ćwiczeniach i dzięki za uznanie mniej-więcej-poradnika.

      Odpowiedz
      1. ~Ro

        Dzięki za box.

        „Denerwuje mnie to, ponieważ wraz z rezygnacją z zabaw w Wonderlandzie takie dzieciaki przestają pracować nad rozwojem tulpy.”
        Może go po prostu nie potrzebują?

        Odpowiedz
        1. Mollyier Autor wpisu

          Nie potrzebują tulpy, czy Wonderlandu?
          Już nie powiem, że to irytujące. Po prostu nie mogę ścierpieć, jak ktoś zarzeka się, że potrzebuje tulpy do życia, zabawia się z nią w świecie wyobraźni, a potem nudzi się WL (tylko WL) i porzuca z marszu całą sprawę. Chodzi mi o ten słomiany zapał, którego jest coraz więcej; o brak odpowiedzialności, jeśli nie za własne czyny to chociaż za słowa.
          Wychodzi na to, że dla dzieciaków TULPA = MYŚLOŚWIAT. A tak nie jest.

          Odpowiedz
          1. ~Ro

            Nie potrzebują rozwoju tulpy. Przez chwilę potrzebują przyjaciela ‚forever and ever’, a potem przestają go potrzebować. Zapewne można to widzieć jako skrajnie egoistyczne, ale wydaje mi się, że sam fakt kreacji tulpy jest skrajnie egoistyczny.

            Oczekujesz od ludzi bardzo dużo.

            ‚Wychodzi na to, że dla dzieciaków TULPA = MYŚLOŚWIAT.’
            To fakt dość zabawny. Być może coś jest nie tak w poradnikach/FAQ, że tak to jest postrzegane.

            Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>